niedziela, 20 marca 2016

Wiosenna reaktywacja

Wiosną, jak to wiosną przyroda pracuje intensywnie aby świat się zazielenił, a my pracujemy intensywnie abyście dostali przed świętami wasze zamówienia, które Zajączek ukryje gdzieś przed dziećmi :-) W tym sezonie zdecydowanie królują granaty :-) 






piątek, 5 lutego 2016

Czy szkoła jest gotowa na nasze dzieci ?


Rozmowy z personelem przedszkolnym na temat gotowości dziecka do podjęcia nauki w szkole potrafią być zaskakujące. Otóż dowiedziałam się niedawno, że mój syn niedokładnie rysuje oraz nie wie co się dzieje zimą z Misiem i że powinniśmy w domu trochę nad tym popracować. Ponoć nie odpowiedział na to pytanie podczas rozmowy na której pani psycholog próbowała zbadać jego predyspozycje do podjęcia nauki w szkole.  W tabelce, przygotowanej na tę okoliczność przez specjalistów z Biura Edukacji Urzędu Gminy, zaznaczono zatem „minus” w punkcie dotyczącym znajomości zwyczajów zwierząt.

Zapytałam więc uprzejmie Panią, czy wie gdzie mieści się Republika Kiribati. Wyjaśniłam, że często z synem studiujemy przed snem Mapy ( Mizielińskich – wydawnictwa Dwie Siostry ) i ostatnio dowiedzieliśmy się o istnieniu tej tajemniczej wyspy znajdującej się na samym środku Oceanu Spokojnego. Co ciekawsze, jedną z czterech zamieszkałych osad wyspy jest Polska, która swoją nazwę zawdzięcza polskiemu marynarzowi, który pomógł mieszkańcom w rozwiązaniu problemu z nawadnianiem plantacji palmowych. Region Pacyfiku w ogóle zamieszkuje bardzo wiele ciekawych gatunków zwierząt m.in. skorpiony z wielgachnymi szczypcami, osy morskie, szkaradnice, czyli najbrzydsze ryby świata, dziobaki oraz jego ulubione misie koala, o których trochę ostatnio czytamy. Powiedziałam również, że mój syn nie odpowiedział na pytanie o misiu ponieważ,  musiał się widocznie trochę rozkojarzyć *

Pani uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo, wszak to ciepła i mądra osoba, której część pracy polega m.in. na wypełnianiu przygotowanych przez Urzędników tabelek, na potrzeby wdrożenia naszych dzieci w tryby tego skomplikowanego bytu jakim jest nasz system edukacji narodowej.  
Razem doszłyśmy do wniosku, że większość naszych dzieci intelektualnie i mentalnie jest gotowa na to aby stawić czoła polskiej szkole, pytanie tylko czy polska szkoła jest gotowa na to aby je czymś naprawdę zainteresować.



*moja wypowiedź przed nauczycielką była oczywiście trochę bardziej zwięzła,  tu rozwinęłam ją trochę na potrzeby tekstu. ;-) 



środa, 6 stycznia 2016

Święta święta i po świętach

Powroty po świątecznym lenistwie do placówek wychowawczo- oświatowych i zakładów pracy mają też parę plusów.  Do takich przemyśleń zainspirowała mnie przedświąteczna radiowa sonda uliczna, w której przechodniom zadano pytanie : "za co najbardziej kochasz święta" ? Odpowiedzi padały dość przewidywalne : "za rodzinną atmosferę",  "za pyszne jedzonko" , "za relaks pod ciepłym kocem z dobrą książką". Relaks pod kocem, dobre sobie. Wreszcie padł młody kobiecy głos : 
"właściwie to święta są dość męczące, bo trzeba non-stop pilnować dzieci". Fakt, przedszkola zamknięte, wszystko w Twoich rękach aby jakoś fajnie przeżyć te dwa tygodnie laby. Sytuacja też nieco komplikuje się, kiedy pod Twoją opieką znajdują się mali wszendobylscy, którzy do przedszkola jeszcze się nie kwalifikują.  A po takim czasie to nawet i rozmowa o motoryzacji z kolegą z działu może wydać się nad wyraz fascynująca :-)

Uchylmy zatem rąbka tajemnicy : siedzenie w domu i praca w pracy 


Generalnie to im więcej wypijam kawy tym więcej energii mają moje dzieci ... taką dziwną prawidłowość zaobserwowałam :-)

piątek, 1 stycznia 2016

Dekoratornia



           
Poranne spacery pierwszego dnia nowego roku, w mieście w którym wszyscy jeszcze śpią, nastrajają bardzo nostalgicznie. 

Pamiętam że jako mała dziewczynka, całymi dniami po szkole przesiadywałam w pracowni mojej mamy. Mama pracowała w dekoratorni jednego z większych warszawskich powszechnych domów towarowych.  Jej zadaniem było dbanie o stronę wizualną domu handlowego: aranżowała sklepowe witryny, ubierała manekiny w stroje z najnowszych kolekcji, ( pamiętam że wtedy jedyną chyba rozpoznawalną polską marką była "Moda Polska") zajmowała się wystrojem tamtejszych stoisk i butików, ręcznie wypisywała ceny, bony towarowe oraz informacje handlowe dla klientów, dbała o dekoracje zmieniające się w zależności od pory roku.

Z czasem dekoratornia przekształciła się w firmę, w której wraz z wspólniczką, mama wykonywała na zlecenie szyldy reklamowe.  Wnętrze pracowni było dla mnie - małej dziewczynki - prawdziwym skarbcem intrygujących przedmiotów. Pamiętam ogromny ubrudzony farbami stół stojący na środku na którym leżały duże blachy i szablony które zamalowywane były  farbami olejnymi, wtalowymi. W czasach kiedy technologia akrylu nie była jeszcze znana nie było lekko - farby brudziły, długo schły i potwornie śmierdziały, potrzebne były rozpuszczalniki. Później zaczęto stosować farby w sprayu a następnie - to już była prawdziwa rewolucja - farby zostały zastąpione folią samoprzylepną, wycinaną  ręcznie za pomocą nożyczek.
W dzisiejszych czasach, ówczesny "hand-made" zastąpiony został przez cyfrowe drukarki i plotery, a owe szablony, zalegające kiedyś na olbrzymich metalowych regałach, obecnie przechowywane są na pliku w komputerze z profesjonalnych graficznym oprogramowaniem.
Na półkach pracowni było całe mnóstwo skarbów : farb, kredek, ołówków, papieru milimetrowego, rozpuszczalników, nożyczek, nożyków i kolorowych arkuszy folii samoprzylepnej. Przesiadywałam tam całymi godzinami i malowałam, wycinałam, kleiłam, a w wolnych od rysowania chwilach zamalowywałam zęby modelkom, których zdjęcia zdobiły stare niemieckie burdy i magazyny modowe z lat 70 i 80 :-) Leżały tam one całymi stertami, sama nie wiem skąd i po co :-) Ciekawe zajęcie, prawda ?

Po kilku latach dorosłam, poszłam na studia, firma została zamknięta, a mama zmieniła zawód. Temat "dekoracyjnego malarstwa" odszedł do lamusa, a mój kierunek studiów zupełnie nie był związany z niczym co mogło by sugerować, że kiedykolwiek farby i kredki znowu pójdą w ruch, mama zaś całkowicie się przekwalifikowała. Do czasu....

Dzisiaj sama mam małą pracownię, równie pełną intrygujących przedmiotów związanych z szyciem i malowaniem. Głównym elementem mojej pracowni jest maszyna, na której mama szyła kiedyś nam ubrania i chyba nigdy nie podejrzewała, że maszyna będzie jeszcze na siebie kiedyś zarabiać. Mój syn siedzi ze mną zawsze wieczorem i robi to samo co ja kiedyś kiedy byłam małą dziewczynką, no może poza tym zamalowywaniem zębów :-) Mówi że ze mną pracuje i wykonuje dla mnie projekty...to fakt

Każdy rok przynosi coś nowego, z każdym rokiem jesteśmy lepsi, mądrzejsi, nowocześniejsi jednak trzeba przyznać że historia lubi kręcić się w koło. Przekonuję się tym coraz dobitniej im dłużej jestem mamą  :-)


wtorek, 3 listopada 2015

Orzechowe regaty

W ogrodzie posmutniało i poszarzało. Jeszcze niedawno soczysto zielone, pękate gałęzie orzecha chroniły nas przed upałem, teraz spadł już z niego ostatni rudy liść i wszystkie orzechy.  Kocham jesień bo gwarantuje tysiące możliwości zabaw z dzieciakami.  U nas ostatnio orzechowe regaty : świetny pomysł na wspólną zabawę i jednocześnie fajne ćwiczenie logopedyczne, bo dmuchanie w słomkę ćwiczy aparat mowy.  Wystarczy tylko plastelina, wykałaczki, kawałki tkanin na żagle, słomki do dmuchania- no i oczywiście orzechy, z naszego starego i poczciwego drzewa.






poniedziałek, 26 października 2015

Fryderyk SZOP

Małżonek mówi, że jak już piszę wierszem to chyba powinnam jak najszybciej wracać do pracy. I zazwyczaj kiedy mu je "deklamuje" to zaczyna klaskać w połowie, myśląc że to już koniec :-)

Ale co można innego robić kiedy siedzi się w pokoju z jednym dużym dziabągiem i drugim małym i trzeba patrzeć na tego małego jak po raz 27 otwiera i zamyka te same drzwi od szafy, oraz na tego dużego jak układa klocki i co chwila płacze, że ten mały mu je rozwala, w przerwach od otwierania powyższych drzwi. Jak zachować dystans i bezstronność .... będąc na fali uniesień po konkursie chopinowskim ? ;-)

#piszęwierszę#jestępoetą #porawracaćdoroboty





niedziela, 11 października 2015

Jak się nazywają Białe Minionki ?




   Obserwuję sobie mojego starszego syna. W jego świecie kawałek połamanej parasolki to ręka kapitana haka, moja stara zielona czapka z pomponem to czapka Piotrusia Pana, a krzesła to tylko stopnie które służą do tego aby przedostać się na stół, który właściwie nie jest stołem tylko Wesołym Rogerem ....i stwierdzam : świat ludzi dorosłych jest przeraźliwie nudny, męczący i zdecydowanie za szybki. No bo co ja robię kiedy on stojąc na swoim "okręcie" wymachuje parasolką aby przepędzić krokodyle, które rzekomo pływają po podłodze ? A no ja w tym czasie biję się z myślami co teraz powinnam zrobić żeby zdążyć :  uszyć czy wyszyć, przewinąć, ugotować zupę, odpowiedzieć na meile, wywiesić pranie, pójść na pocztę, domalować oczka wilkowi, puścić oko do męża .....i tak dalej i tak dalej. 

   W całej tej mojej gonitwie staram się zatem do niego dopasować i to są te chwile, kiedy nie istnieją komputery,  telefony ani maszyny do szycia. Oprócz zabaw w których wcielam się w czarne charaktery ( no właśnie dlaczego to ja zawsze jestem Hakiem albo Markiem Maruchą ?), staram się sprowadzić moje dzieci na te jedyną według mnie słuszną, kulturalno-oświatową ścieżkę. Taki mam chytry plan. 

   Np. co piątek chodzimy do pobliskiej księgarni. Jest to kameralne i bardzo przytulne miejsce, w którym można napić się gorącej czekolady, pobuszować między półkami w poszukiwaniu pięknie ilustrowanych, mądrych książek dla dzieci oraz mieć pewność, że kiedy zapyta się Panią o jakąś pozycję to nie będzie musiała pobiec do komputera aby ją zlokalizować albo sprawdzić autora. 

   Nasza pierwsza randka z księgarnią nie była udana, trwała bardzo krótko i zakończyła się stwierdzeniem : Mama choć do Leclerca po Zygzaka. ( Kurtyna obezwładnienia ;) Wracając spotkałam znajomą, która powiedziała " no bo to ty lubisz takie miejsca, a dzieci ich nie lubią".  
   Jednak za drugim razem było już inaczej. Spędziliśmy tam trochę więcej czasu, Mini wybrał sobie nawet książkę (kolorowanki z Zygzakiem Mc Queen - hehehe) , skusił się na białą czekoladę oraz naskrobał kilka rysunków. Zainteresował się jednak paroma pozycjami. Znalazł np. nowe - ilustrowane wydanie swojego ukochanego Mikołajka. Był zaskoczony tym jak wygląda Alcest bo w jego wyobrażeniu nie był aż taki pulchny :-) 
   Moja konsekwencja została jednak wynagrodzona. Ostatnio powiedział sam : mama to co jedziemy dzisiaj do Bacyńskiego ? Jak tak dalej pójdzie to może przy naszej następnej wizycie zaproponuje mi abym kupiła mu Szczepana Twardocha :-) 

   A tak na serio to myślę że w tym dziecięcym świecie istnieje wielka niewidzialna bitwa o względy naszych maluchów i walka ta nie jest do końca fair. Takie niszowe miejsca czy niepozorne zabawki, które nie świecą albo nie grają i za którymi nie stoi cały sztab potężnych inwestorów i producentów,  mają bardzo małe szanse aby przedostać się do świadomości naszych dzieci. Czy np.  Muminki, albo trochę bardziej współcześnie, Pan Kuleczka,  mogą konkurować ze wszechobecnymi pstrokatymi bohaterami dziecięcych kreskówek, natrętnie umieszczanymi na wszelkich dziecięcych gadżetach począwszy od plastikowych naczyń a kończąc na deskach klozetowych.
Mimo że oczy mi pękają na widok kolejnego gadżetu z "wielkiej wytwórni marzeń wujka Disneya", to nie będę hipokrytką w naszym domu nadal króluje Zygzak, który powoli jest wypierany przez  "Dzedaje" i "Misia Jodę" (czyt. Mistrz Joda). Nie będę starała się jednak wmawiać mojemu dziecku że takie rzeczy w ogóle nie istnieją. Liczę jednak że takie wypady jak np. te do księgarni pokażą mu drogę alternatywną,  którą kiedyś być może obierze. 

   W końcu to od nas rodziców zależy jak ukierunkujemy nasze dzieci i pokażemy im że czasami coś co trudniej dostępne, mniej powszechne, niewidoczne może okazać się całkiem interesujące. Czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci.  Trzeba jednak sporo cierpliwości i inwencji twórczej aby je do tego przekonać. 
   Tak właśnie było z Muminkami, które mama czytała mi kiedy byłam mała i które ja staram się teraz również głośno czytać.

A wiecie jak się nazywają Białe Minionki ? - Muminki :-)